Piłkarska reprezentacja Polski w towarzyskim meczu z Hiszpanią już witała się z gąską, kiedy na dziesięć minut przed ostatnim gwizdkiem straciła szóstego gola, grzebiąc swe na szanse na wymarzoną przez trenera porażkę pięcioma golami.
„Do 80. minuty wszystko szło zgodnie z planem. Tak jak sobie założyliśmy, całą drugą połowę wybijaliśmy piłki w trybuny, ale okazało się, że na Hiszpanów to było za mało” – powiedział podczas pomeczowej konferencji prasowej załamany trener reprezentacji Franciszek Smuda.
„To chyba wina tego, że pod koniec poczuliśmy, że to 0:5 mamy już w kieszeni. I wtedy padł szósty gol” – dodał zrozpaczony kapitan reprezentacji Michał Żewłakow.
Smuda jeszcze kilka tygodni przed meczem zapowiadał, że przegraną pięcioma bramkami w starciu z Hiszpanami wziąłby w ciemno. Świeżo upieczony selekcjoner poświęcił gros przygotowań do meczu na przekonanie swych podopiecznych, że są w stanie przegrać z Hiszpanią jedynie pięcioma golami.
Wspierany przez sztab kilkunastu światowej klasy psychoterapeutów Smuda w trakcie obozu przygotowawczego systematycznie umacniał w kadrowiczach wiarę, że Hiszpanie są drużyną jak każda inna i że Polacy w starciu z nimi nie muszą stracić więcej niż pięciu bramek.
„Pewnie mi nie uwierzycie, ale udało nam się przekonać nawet takiego pesymistę jak Tomek Kuszczak. Godzinę przed meczem Tomek sam podszedł do mnie i powiedział, że powinien być w stanie obronić jakiś strzał Hiszpanów” – powiedział Smuda.
„Przekonałem się, że nie żartował, kiedy udało mu się obronić uderzenie w środek bramki samego Davida Villi” – dodał z dumą.
Trening Polaków polegały głównie na kilkugodzinnych sesji terapeutycznych, podczas których psychologowie tłumaczyli im, że Hiszpanie grają w piłkę dużo szybciej i lepiej od nich, ale nie na tyle, by wygrać wyżej niż pięcioma bramkami.
„U obrońców kadry już po pierwszym tygodniu ćwiczeń prawie wyeliminowaliśmy mięknięcie nóg w kolanach na widok Hiszpanów. Niestety nie zostało nam już zbyt wiele czasu na przypomnienie sobie, w jakich sytuacjach sędzia odgwizduje spalonego” – powiedział Smuda.
„Według mnie Hiszpanie zachowali się nie fair wykorzystując nasze braki w znajomości przepisów” – dodał.
Trener polskiej reprezentacji zapowiedział także, że na nowo przemyśli sens organizowania sparingów z tak silnymi rywalami jak Hiszpania.
„Może rzeczywiście powinniśmy grać częściej z drużynami, które pokonają nas góra trzema-czterema bramkami?” – zastanawiał się na głos Smuda.
czwartek, 10 czerwca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
no tak,mientkie nogi,mientkie faje,co to bedzie co to do uja pana bedzie?4 lata to moze byc troche za malo(o jakies 16)zeby nasza druzyna grala jako tako...
OdpowiedzUsuńBędziemy mieli przyzwoitą reprezentację za jakieś 20-30 lat. Tyle czasu zajmie naszym klubom rozwinięcie się do średniego poziomu na zachodzie. Chyba dożyję...
OdpowiedzUsuń