Uzbecki sędzia Rawszan Irmatow jako „niezrozumiałe i nieuzasadnione” określił pretensje meksykańskiej federacji piłkarskiej w sprawie nieuznania prawidłowo strzelonej przez Carlosa Velę bramki w meczu z gospodarzami południowoafrykańskich mistrzostw świata. Tłumaczył, że wypełniał znane wszystkim zalecenia FIFA.
Vela w 37 minucie meczu z RPA z bliskiej odległości wpakował piłkę do bramki przeciwników. Ku zdziwieniu Meksykanów i wszystkich kibiców, którzy nie byli obywatelami Republiki Południowej Afryki, bramka nie została uznana.
„Zupełnie nie rozumiem pretensji Meksykanów. To było oczywiste, że nie uznałbym ani tej, ani jakiejkolwiek innej strzelonej przez nich bramki. Zgodnie z instrukcjami FIFA dla sędziów, nie miałem prawa pozwolić, by gospodarze przegrywali w inauguracyjnym meczu na mundialu” – powiedział wyraźnie podirytowany Irmatow po meczu.
Dodał, że cieszy się, że zrobił wszystko, by podtrzymać „dobry mundialowy obyczaj”, zgodnie z którym gospodarze mistrzostw zawsze wychodzą z grupy.
piątek, 11 czerwca 2010
czwartek, 10 czerwca 2010
Polska blisko sukcesu w meczu z Hiszpanią
Piłkarska reprezentacja Polski w towarzyskim meczu z Hiszpanią już witała się z gąską, kiedy na dziesięć minut przed ostatnim gwizdkiem straciła szóstego gola, grzebiąc swe na szanse na wymarzoną przez trenera porażkę pięcioma golami.
„Do 80. minuty wszystko szło zgodnie z planem. Tak jak sobie założyliśmy, całą drugą połowę wybijaliśmy piłki w trybuny, ale okazało się, że na Hiszpanów to było za mało” – powiedział podczas pomeczowej konferencji prasowej załamany trener reprezentacji Franciszek Smuda.
„To chyba wina tego, że pod koniec poczuliśmy, że to 0:5 mamy już w kieszeni. I wtedy padł szósty gol” – dodał zrozpaczony kapitan reprezentacji Michał Żewłakow.
Smuda jeszcze kilka tygodni przed meczem zapowiadał, że przegraną pięcioma bramkami w starciu z Hiszpanami wziąłby w ciemno. Świeżo upieczony selekcjoner poświęcił gros przygotowań do meczu na przekonanie swych podopiecznych, że są w stanie przegrać z Hiszpanią jedynie pięcioma golami.
Wspierany przez sztab kilkunastu światowej klasy psychoterapeutów Smuda w trakcie obozu przygotowawczego systematycznie umacniał w kadrowiczach wiarę, że Hiszpanie są drużyną jak każda inna i że Polacy w starciu z nimi nie muszą stracić więcej niż pięciu bramek.
„Pewnie mi nie uwierzycie, ale udało nam się przekonać nawet takiego pesymistę jak Tomek Kuszczak. Godzinę przed meczem Tomek sam podszedł do mnie i powiedział, że powinien być w stanie obronić jakiś strzał Hiszpanów” – powiedział Smuda.
„Przekonałem się, że nie żartował, kiedy udało mu się obronić uderzenie w środek bramki samego Davida Villi” – dodał z dumą.
Trening Polaków polegały głównie na kilkugodzinnych sesji terapeutycznych, podczas których psychologowie tłumaczyli im, że Hiszpanie grają w piłkę dużo szybciej i lepiej od nich, ale nie na tyle, by wygrać wyżej niż pięcioma bramkami.
„U obrońców kadry już po pierwszym tygodniu ćwiczeń prawie wyeliminowaliśmy mięknięcie nóg w kolanach na widok Hiszpanów. Niestety nie zostało nam już zbyt wiele czasu na przypomnienie sobie, w jakich sytuacjach sędzia odgwizduje spalonego” – powiedział Smuda.
„Według mnie Hiszpanie zachowali się nie fair wykorzystując nasze braki w znajomości przepisów” – dodał.
Trener polskiej reprezentacji zapowiedział także, że na nowo przemyśli sens organizowania sparingów z tak silnymi rywalami jak Hiszpania.
„Może rzeczywiście powinniśmy grać częściej z drużynami, które pokonają nas góra trzema-czterema bramkami?” – zastanawiał się na głos Smuda.
„Do 80. minuty wszystko szło zgodnie z planem. Tak jak sobie założyliśmy, całą drugą połowę wybijaliśmy piłki w trybuny, ale okazało się, że na Hiszpanów to było za mało” – powiedział podczas pomeczowej konferencji prasowej załamany trener reprezentacji Franciszek Smuda.
„To chyba wina tego, że pod koniec poczuliśmy, że to 0:5 mamy już w kieszeni. I wtedy padł szósty gol” – dodał zrozpaczony kapitan reprezentacji Michał Żewłakow.
Smuda jeszcze kilka tygodni przed meczem zapowiadał, że przegraną pięcioma bramkami w starciu z Hiszpanami wziąłby w ciemno. Świeżo upieczony selekcjoner poświęcił gros przygotowań do meczu na przekonanie swych podopiecznych, że są w stanie przegrać z Hiszpanią jedynie pięcioma golami.
Wspierany przez sztab kilkunastu światowej klasy psychoterapeutów Smuda w trakcie obozu przygotowawczego systematycznie umacniał w kadrowiczach wiarę, że Hiszpanie są drużyną jak każda inna i że Polacy w starciu z nimi nie muszą stracić więcej niż pięciu bramek.
„Pewnie mi nie uwierzycie, ale udało nam się przekonać nawet takiego pesymistę jak Tomek Kuszczak. Godzinę przed meczem Tomek sam podszedł do mnie i powiedział, że powinien być w stanie obronić jakiś strzał Hiszpanów” – powiedział Smuda.
„Przekonałem się, że nie żartował, kiedy udało mu się obronić uderzenie w środek bramki samego Davida Villi” – dodał z dumą.
Trening Polaków polegały głównie na kilkugodzinnych sesji terapeutycznych, podczas których psychologowie tłumaczyli im, że Hiszpanie grają w piłkę dużo szybciej i lepiej od nich, ale nie na tyle, by wygrać wyżej niż pięcioma bramkami.
„U obrońców kadry już po pierwszym tygodniu ćwiczeń prawie wyeliminowaliśmy mięknięcie nóg w kolanach na widok Hiszpanów. Niestety nie zostało nam już zbyt wiele czasu na przypomnienie sobie, w jakich sytuacjach sędzia odgwizduje spalonego” – powiedział Smuda.
„Według mnie Hiszpanie zachowali się nie fair wykorzystując nasze braki w znajomości przepisów” – dodał.
Trener polskiej reprezentacji zapowiedział także, że na nowo przemyśli sens organizowania sparingów z tak silnymi rywalami jak Hiszpania.
„Może rzeczywiście powinniśmy grać częściej z drużynami, które pokonają nas góra trzema-czterema bramkami?” – zastanawiał się na głos Smuda.
Subskrybuj:
Posty (Atom)